za każdym razem, gdy mnie pyta czy go chociaż trochę lubię, odpowiadam z przekonaniem, że "no co ty, w ogóle!". Szczerze mówiąc, to jestem o krok od tego, żeby go zacząć nienawidzić...
skomentuj (0)
robiliśmy kolację Misiek zaproponował miodu pitnego do spróbowania.
-przyjechałam samochodem, nie mogę dziś pić.
-....
- no możemy sprawdzić, czy się nie zepsuł....
chciałam dziś o tym, że to był dobry rok.
niby się jeszcze nie skończył i wszystko mi się może zakręcić jak zygmunt na kursie salsy, ale na ten czas jest tak, że wstyd niedocenić. zdrowie mam?mam. przyjaciół, pracę którą lubię, fajnego szefa, torsję (pieszczotliwa nazwa opla corsy którą jeżdżę. swego czasu przyprawiała mnie o ten stan, ale dzięki bogu jej przeszło). ostatnio zostałam matka chrzestną, kogoś poznałam, ktoś poznał mnie. jest dobrze. brakuje mi tylko kawałka swojego konta, gdzie mogłabym takie życie prowadzić, ale nie mogę mieć wszystkiego. studia kończę,zabieram się za następne. nie jest mi zimno, mokro i smutno. i pada śnieg, co jest w tym wszystkim najlepsze, bo uwielbiam śnieg. do niektórych zrobiło mi się daleko, ale to też potrafię docenić. na swój sposób.
to był dobry rok, po tylu niedobrych latach.
w przyjaciołach najgorsze jest to, że zamiast zrobić coś z moim totalnie chujowym nastrojem,
opowiadają o obiedzie jaki zrobili dla swojej połóweczki.
i to pysznym.
zmieniłam kolor włosów, na kolor duszy
zaczęłam słuchać na prawdę starego, dobrego klasycznego, tego smutnego rocka
ledwie oddycham, bo nawet w pasku adresu wpisuję bezwiednie jego imię.
czekam na jesień, żeby bardziej pasować do otoczenia.